Depeche Mode - Playing The Angel

FaN Sklep

13 października 2005 (Japonia)
17 października 2005 (Europa)
18 października 2005 (USA)
STUMM 260

CD - CDStumm260
01. A Pain That I'm Used To
02. John The Revelator
03. Suffer Well
04. The Sinner In Me
05. Precious
06. Macrovision
07. I Want It All
08. Nothing's Impossible
09. Introspectre
10. Damaged People
11. Lillian
12. The Darkest Star

SACD+DVD - LCDStumm260
Disc 1 (SACD)

01. A Pain That I'm Used To 4:11
02. John The Revelator 3:42
03. Suffer Well 3:50
04. The Sinner In Me 4:55
05. Precious 4:10
06. Macro 4:02
07. I Want It All 6:10
08. Nothing's Impossible 4:21
09. Introspectre 1:42
10. Damaged People 3:28
11. Lillian 4:46
12. The Darkest Star 6:55

Disc 2 (DVD)
01. Playing The Angel (5.1, Dolby Digital 5.1, PCM) 52:43
02. Making The Angel 8:07
03. Precious (Video) 4:00
04. Clean (Bare) 3:42
05. Photo Gallery

LP - Stumm260
A1. A Pain That I'm Used To 4:11
A2. John The Revelator 3:42
A3. Suffer Well 3:50
B1. The Sinner In Me 4:55
B2. Precious 4:10
B3. Macro 4:02
C1. I Want It All 6:10
C2. Nothing's Impossible 4:21
C3. Introspectre 1:42
C4. Damaged People 3:28
D1. Lillian 4:46
D2. The Darkest Star 6:55

Muzyka i słowa:
Martin L. Gore: A Pain That I'm Used To, John The Revelator, The Sinner In Me, Precious, Macro, Introspectre (utwór instrumentalny), Damaged People, Lillian, The Darkest Star
Dave Gahan: Suffer Well, I Want It All, Nothing's Impossible

Publikacja:
EMI Music Publishing Ltd. / Grabbing Hands Overseas Ltd.

Nagrywany:
Sound Design - Santa Barbara, Stratosphere Sound Studios - Nowy Jork, Whitfield Street Studios - Londyn,

Miksowany:
Whitfield Street Studios - London

Producent:
Ben Hillier dla 140dB

Miksowanie:
Steve Fitzmaurice i Ben Hillier

Mixowanie w formacie 5.1:
Ben Hillier dla 140dB

Programowanie:
Dave McCracken i Richard Morris

Inżynierowie:
Ben Hillier i Richard Morris

Dodatkowi inżynierowie nagrania DVD:
Kevin Paul i Richard Morris

Mastering:
Ted Jensen - Sterling Sound, Nowy Jork

Mastering 5.1:
Simon Heyworth - Super Audio Mastering, Devon

Mastering SACD:
Emily Lazar - The Lodge, Nowy Jork

Authoring SACD:
Bastiaan Kuijt - BK Audio Amsterdam

Projekt okładki:
Anton Corbijn

Czas się wypełnił. Nowa płyta DM oficjalnie ujrzała światło dzienne. Konsternacji myślę nie wzbudziła, chociaż po "Precious", a jeszcze wcześniej zapowiedziach, że będzie to wypadkowa "Songs Of Faith And Devotion" oraz "Violatora" niektórzy mogli się spodziewać nieco innych klimatów... Dla mnie jest to raczej nowa odsłona tego, co było doskonałe na "Ultra". Płyta jest bardzo dobra, wielokrotnie lepsza niż poprzedniczka, i nie ma co nucić starej śpiewki, że czasy "Violatora" to było coś, oraz "gdzie jest Alan". Depeche Mode to nie wzorzec metra w Sevres i nie można oczekiwać, że będzie niezmienne. I nie ma się co obrażać, że nie jest. And now - just listen to "pain and suffering in various tempos" to learn how to play the angel.... Rewelacji nie odkryję, kto lubi DM, już dawno płytę kupił i zna, ale może ktoś, kto nie lubi i nie kupił, przeczyta i się zamyśli...;)

Dla zwolenników klimatów "Dead of night" z "Excitera" "A Pain That I'm Used To" zapewne stanowił obiecujący początek przygody z PTAszkiem, dla mnie jest zbyt hałaśliwy. "SOFAD" zaczynało się ostro, ale rozwijało doskonale, a tu jest hałas, który po prostu przeszkadza, zwłaszcza jeśli się wrzuca płytę w pętlę i dostaje tymi pierwszymi dźwiękami po pysku zaraz po "The Darkest Star". I to wywołuje ból, do którego jak dotąd nie przywykłam. Poza tymi zgrzytami czy syrenami alarmowymi utwór jest OK, zwłaszcza te piękne ślizgi po strunach gitary, chociaż całość przez refrenowy hałas bez rewelacji. Następnie "John The Revelator" , którego też do ulubionych nie zaliczam, bo chociaż zaczyna się dobrze, od strony wokalnej drażni piskliwo-wrzaskliwymi fragmentami (zwłaszcza gdy wyśpiewywana jest tytułowa fraza, brakuje jeszcze tylko jakiejś paskudnej harmonijki), i na tle płyty sprawia wrażenie niedoszlifowanego, jakby niedoróbka dorzucona w ostatniej chwili. Ale dalej robi się już tak, jak lubię.

"Suffer Well" to pierwszy utwór autorstwa Gahana, wchodzący ze świetnym riffem, przywodzącym na myśl "Enjoy The Silence", i mocnym wyeksponowanym wokalem, chociaż słabszy i lekko ckliwy w refrenie. Wyrazisty szybki rytm i mówiące wszystko "Where were you when I fell from grace" . Krok w strefę mroku i "The Sinner In Me" , Gahan spowiadający się przeciągle, chociaż tekst mnie nie przekonuje. Piękny hipnotyzujący klimat, z dopasowanymi lekkimi zgrzytami, przypominającymi, że to nie spokojna ballada tylko droga po cierniach...;) Jest i passus w sofadowskich klimatach - gdy Gahan śpiewa "But you've always tried/To be by my side/And catch my fall when I start to slide" .

I tutaj następuje przejście, do którego nie mogę się przyzwyczaić, bo za ładnie się robi i zbyt mi się "Precious" kojarzy z MTV w wydaniu solo. Od pierwszej chwili brzmiało też jakoś aż nazbyt znajomo, było jakby wyjęte z innej dawnej bajki. I chociaż to świetny kawałek, to czegoś mi w nim brakuje, by go naprawdę lubić. Jest zbyt wygłaskany i przywodzi na myśl syntetyczny olej silnikowy, dzięki któremu maszyneria funkcjonuje bezdusznie gładko. Wypolerowano każdy detal tego pulsująco chwytliwego singla. Dodatkowo videoklip podsyca te zbyt sterylne skojarzenia. Ale fraza "I thought we'd manage/but words left unspoken" już przeszła do moich ulubionych. Dalej zmiana tempa i "Macrovision" - spokojna kompozycja z delikatnymi muśnięciami gitary w tle. Trzeba lubić to specyficzne, liryczne i ozdobne podejście Martina do śpiewu, żeby nowe dokonania przyjąć, ale ja lubię, więc podoba mi się, chociaż na pewno nie ma tu drugiego "Question of Lust". Głos Gore'a zawsze mnie zadziwia, wywołując zazdrość niespełnionej chórzystki... Chociaż w tym numerze może odrobinę za bardzo jedzie żyletką po szkle;). Na koniec wyciszenie egzaltowanych emocji i przejście w "I Want It All" . To drugi utwór Gahana - piękna gitara, rytm wyznaczany jakby przytłumionym trzeszczeniem radia, i miękko nucone refleksje nienasycenia, z łagodnie narastającym napięciem i rozmachem. Po tym nadchodzi czas na posępną czarną mszę - moje ulubione "Nothing's Impossible" . To bez wątpienia najlepsza kompozycja Gahana. Najdoskonalszy, najbardziej mroczny i wciągający utwór na płycie. Ciężkie wejście bez przepraszam, a następnie powoli, poprzez oszczędne dźwięki i genialnie brzmiący lekko przesterowany wokal rozrasta się w niesamowitą pełną cieni przestrzeń. Wspaniałe klimaty "Uselink", odrobina "Enjoy the Silence"... Gahan lekko stłumionym głosem wyśpiewujący wiarę w uczucia, na które chyba nie ma już dość siły.... I tak naprawdę może nie wierzy, tylko chciałby... Przy tym naprawdę przechodzą po plecach ciarki, potrafię tego jednego słuchać wiele razy z rzędu. Nawet zaszczepiłam ten entuzjazm w głowie młodocianego wielbiciela black metalu:].

Dziewiątka to "Introspectre" ... ponieważ przy jakimś defekcie wyobraźni muzycznej zasadniczo nie pojmuję utworów instrumentalnych [może poza "Talizmanem" Kata;)], nie będę się na tym rozwodzić. Niskie tony wpisują się harmonijnie w płytę, i ta warstwa może być, tylko po co te piski... He he, może żeby przygotować na kolejny kunsztowny popis wokalny Martina, czyli "Damaged People" . Lekkie vibratto z symfonicznym zacięciem, wszystko delikatne, subtelne i wygrane na kryształowych sopelkach, czyli cały Gore, plus piękny intymny tekst. "When you're in my arms/The world makes sense" oraz "When I feel the warmth/Of your very soul/I forget I'm cold" - wiadomo;), co tu dużo mówić... Po czym następuje super przejście w "podobnie" wysokich rejestrach utrzymane "Lilian" . Lekko przesterowany wokal Gahana brzmi tutaj świetnie, i nie rozumiem dąsów na ten kawałek, jest doskonale melodyjny, a przy tym trochę drapieżny.

Dwunasty apostoł czyli "The Darkest Star" stanowi doskonałe majestatyczne zamknięcie, okrywające wszystko powolnie acz nieubłaganie narastającą ciemnością.... też duch Ultra w tle, chociaż czerń w głosie jest skondensowana wyjątkowo mocno, wokalnie wpasowuje się w SOFAD. Rewelacyjny kawałek. Uwielbiam, gdy Gahan tak wyciąga ze swojego głosu co najlepsze. "I don't want you to change/Anything you do/I don't want you to be/Someone else for me/Stay as you are/The Darkest Star" . Każdy chciałby to usłyszeć...


Poza wspomnianymi dwoma utworami, które nie do końca trafiają w mój smak, zwłaszcza numero duo, akceptuję na "Playing The Angel" wszystko. Dopracowana, dopieszczona produkcja, z perfekcyjnie połączonymi elementami gitarowymi i tym, co określamy jako elektroniczne. Ukłon w stronę najlepszych rzeczy z ostatnich lat, ale też i wyraźnie naddana nowa jakość, która spaja krążek. Specyficznie spokojna płyta, doskonała do całonocnej pracy. Lirycznie bez niespodzianek - smutek, poczucie winy, melancholia, tęsknota, labirynty osobowości i miłości, czyli wszystko do czego już dawno nas przyzwyczaili. W przeciwieństwie do "Excitera", będzie się chciało do niej wielokrotnie wracać. Nie jest zabójczo przebojowa, ale niepostrzeżenie uzależniająca. Dopiero ją poznaję. W pierwszej chwili mnie nie przekonała, wydawało się, że nie jest wyrazista. Teraz - idealnie mi pasuje do obecnej jesiennej przymglonej tęsknoty za Nieuchwytnym.


Lady Bergamoth - www.ebm.stu.pl

Copyright © 2001 - 2005 MyJoy